środa, 18 marca 2015

Rozdział 3

Justine:

Obudziłam się i pierwsze co to skierowałam się do kuchni. Cholernie chciało mi się pić, a nie kojarzę żeby jakoś wczoraj spożyłam dużą ilość procentów. Weszłam do pomieszczenia zwanego kuchnią, wzięłam szklankę i nalałam wody z kranu, po czym wypiłam ją niemal że od razu.
- Dzień dobry. -Usłyszałam męski głos.
- Dzień dobry. - Odpowiedziałam. Chwila! Męski?! Co ja wczoraj robiłam?! Odwróciłam się w stronę dobiegającego głosu. Para brązowych oczu wpatrywała się we mnie. A no tak. Spotkałam Ashley'a, odprowadził mnie, oglądaliśmy razem film, wypiliśmy po drinku i został na noc. - Coś nie tak? - Zapytałam widząc, że ciągle nie spuszcza ze mnie wzroku.
- Em...nie. - Zmieszał się trochę. - Masz bardzo ładny tatuaż. - Uśmiechnął się do mnie zadziornie. Skąd on wie, że ja mam tatuaż i co najważniejsze: jakim cudem go widział? Spojrzałam w dół. No jasne. On w pełni ubrany, a ja stoję przed nim w czarnej, koronkowej bieliźnie i pięknie prezentuje swój tatuaż na biodrze. Zarumieniłam się, rzuciłam szybkie przepraszam i popędziłam do swojej sypialni. Boże znam go od wczoraj a już musiałam coś odwalić. Mądra ja. Szybko narzuciłam jakieś ciuchy
i wyczesałam włosy. Wróciłam już w pełni ubrana do kuchni. Zastałam tam Ash'a siedzącego przy stole. Postanowiłam ten mały incydent puścić w nie pamięć i zabrałam się za robienie naleśników.

Narracja trzecioosobowa:

Destiny siedziała na lekcji fizyki i zawzięcie myślała. Ale nie o lekcji tylko o pewnym niebieskookim brunecie.  Gdy Ją odprowadził, zaproponował jej spotkanie następnego dnia. Nie mogła się nie zgodzić. Nie chciała stracić osoby z którą tyle ją łączy. Mimo iż poznała go zaledwie wczoraj. No właśnie wczoraj. Ona czuła się jakby znała go od wieków. Zaledwie sześć godzin dzieliło ją od ostatniego dzwonka i spotkania z nim. Cierpliwie doczekała końca zajęć i z wielkim uśmiechem na ustach kierowała się do opuszczenia terenu szkoły. Niestety tuż przed bramą czekała ją nie miła niespodzianka. Mianowicie trzech licealistów z wymalowaną na twarzach chęcią poznęcania się nad gimnazjalistką. Normalnie upadły anioł nie zrobiłby sobie z tego nic, ale nie ona. Ona była jeszcze młoda, jeszcze się uczyła. Wczoraj sama siebie zadziwiła, że umiała przyprzeć do muru prawie dwu metrowego mężczyznę, ale on był jeden i nie walczył z nią, a ich było o trzech za dużo. Mała próbowała się przedostać przez bramkę, ale to nic nie dało zauważyli ją.
- Hej laleczko dokąd to? - Podszedł do niej jeden z trójeczki i uśmiechnął się w ten obrzydliwy sposób. Strach w niej wzrastał z każdą chwilą, ale próbowała nie dać po sobie tego znać. Co z tego, że znajdowali się przy głównej bramie szkoły. Byli poza nią. A wszystko co się dzieje poza nikogo nie obchodzi. Oni mogliby ją zgwałcić i zabić dopiero wtedy mógłby ktoś łaskawie zadzwonić po karawan by zabrali jej zwłoki. Niestety tak było w tej okolicy. Każdy musiał radzić sobie sam. Jeden z nich zbliżył się do niej. Ona się cofała, niestety drogę zagrodziło jej drzewo. Mocno się o nie oparła z nadzieją, że mimo strachu uda jej się je przewrócić i będzie miała drogę ucieczki. Niestety strach był silniejszy. Napastnik wbił jej mocno palce w biodra i przylgnął do niej. Jego ręka powędrowała pod jej bluzkę, przesunął dłonią w górę jej talii i ścisnął jej pierś. Z pod powiek dziewczyny wyleciały słone łzy. Pozostała dwójka stała po bokach i przyglądała się co ich kumpel robi z niewinną szesnastolatką.
- Zostawcie ją! - Głośny krzyk dotarł do uszu Destiny. Trzech licealistów odwrócili się w stronę dobiegającego głosu. Miny im zrzedły gdy zobaczyli przed sobą prawie dwu metrowego, dwudziestoletniego mężczyznę. W ułamku sekundy ten który dotykał dziewczyny leżał na ziemi z rozwaloną wargą. Potem polegli pozostali dwaj. Wybawca podszedł do ofiary napaści, kucnął przy niej i zapytał: - Nic ci się nie stało Des? - Podniosła wzrok i ujrzała te niebieskie tęczówki, które tak bardzo chciała dziś zobaczyć. Uśmiechnęła się słabo i pokręciła przecząco głową. Mimo tego co się przed chwilą wydarzyło cieszyła się, że go widzi. Andy przytulił ją.
                
Perspektywa Diany:                                                                                                                                     
Dziś wyjątkowo siedziałam za kasą. Ruch był taki jak zawsze. Nie byliśmy zbyt popularni. Moją uwagę przykuł pewien chłopak, który właśnie wchodził do restauracji. Miał długie, czarne włosy, był ubrany w czarne rurki z dziurami na kolanach i czarny t-shirt z powpinanymi agrafkami. Był na prawdę przystojny. Usiadł przy jednym ze stolików. Niemalże od razu jedna z kelnerek podeszła po jego zamówienie. Co był dziwne bo przeważnie jest tak, że klienci sami podchodzą do kasy i zamawiają, a kelnerki roznoszą. 
   Chłopak coś mówił do dziewczyny a potem podał jej jakąś kartkę, spojrzał na mnie, wstał i wyszedł. To było trochę dziwne, ale uśmiech sam cisnął się na usta widząc wkurzoną minę tej kelnerki. Podeszła ze wściekłością do mnie i rzuciła we mnie tą kartką. Ja się cały czas śmiałam pod nosem. Podniosłam kawałek papieru i rozłożyłam go. Było tam napisane: Spotkajmy się w parku tym samym, którym wracałaś z imprezy. Przyjdź jak skończysz pracę. Będę czekał. Przeraziłam się trochę, ponieważ jestem niemal pewna, że to on mnie wtedy śledził. Boję się trochę tego spotkania, ale pójdę na nie. Nawet jeżeli by przyszło mu coś głupiego do głowy raczej sobie z nim poradzę. Więc zaraz po skończonej pracy poszłam do tego parku, tylko nie wiedziałam gdzie konkretnie mam się z nim spotkać. Ale po kilku minutach dostrzegłam go siedzącego na ławce. Podeszłam do niego i powiedziałam:                                                                                                                                            - Cześć. - Wstał i odwrócił się do mnie.                                                                                                 
- Cześć. - Odpowiedział i się uśmiechnął do mnie.                                                                                  
***
Tak jak mówiłam. Wróciłam.


Informacja.

Cześć wszystkim. Wiem przez bardzo długi czas mnie nie było, ale mam wszystko przemyślane i wracam z nowymi siłami do działania. Chciałam też was zaprosić na mojego drugiego bloga:

I am every dream you lost and never found.