Justine:
Wzięłam ciuchy do łazienki. Związałam włosy w wysoki kok na czubku głowy, zrzuciłam piżamę i weszłam pod prysznic w celu rozbudzenia się. Co jak co, ale trzy godzin snu nie są przyjemne. Wyszłam z kabiny prysznicowej, wytarłam się dokładnie czarnym, miękkim ręcznikiem, ubrałam się i rozczesałam włosy. Zrobiłam jeszcze lekki makijaż to znaczy pomadka i kredka pod oko. Zeszłam do kuchni, wzięłam jabłko i usiadłam na blacie. Zerknęłam na zegarek aby zobaczyć ile mam jeszcze czasu. Gdy tylko zobaczyłam godzinę od razu popędziłam do drzwi wyjściowych, zamykając je za sobą. Pobiegłam przez mój system zabezpieczeń, pamiętając o dokładnym ukryciu tej drogi. W kilka minut dobiegłam do przystanku. W samą porę, ponieważ autobus już miał odjeżdżać. Usiadłam na ostatnim miejscu. Na miejsce pracy dotarłam punktualnie. Zasiadłam za swoje biurko i zaczęłam przeglądać materiały. Miałam napisać artykuł na temat gali, która odbędzie się za jakieś dwa tygodnie. Gdy miałam już skończony tekst zabrałam się za wybieranie zdjęcia. Po skończeniu przesłałam plik do Amber. Ona jest odpowiedzialna za ułożenie całego magazyny i przesłanie do drukarni. Teraz miałam pół godziny przerwy. Miałam iść do parku aby sobie odpocząć, ale krótki sen dał o sobie się we znaki. Poszłam więc do sklepu w celu kupieniu jakiegoś napoju energetycznego. Ugh...cały czas czuję, że ktoś mnie śledzi. Wczoraj myślałam, że to wygnaniec ale teraz? Już nic nie pojmuje. Zignorowałam moje podejrzenia i przeszłam do działu z napojami. Wzięłam puszkę monstera i skierowałam się do kasy. Przez ułamek sekundy, jakby mi coś czarnego mignęło przed oczami. Nie zwróciłam na to szczególnej uwagi i ruszyłam do wyjścia. Wracałam spokojnie do miejsca pracy, popijając mój napój. A przynajmniej chciałam wrócić spokojnie, ale ciągle miałam wrażenie, że ktoś za mną idzie, a gdy się odwracałam nikogo nie zauważałam. Pod budynkiem skończyłam pić energy drink'a i puszkę wyrzuciłam do kosza na śmieci. Wróciłam na swoje stanowisko. Miałam jeszcze do załatwienia trochę papierkowej roboty związanej z wypłatą i mogłam wracać.
***
Szłam spokojnie drogą "powrotną" do domu, ale tak na prawdę chciałam trochę oszukać tropiciela. Weszłam w dość gęsty las i zaczęłam biec. Szybko upatrzyłam sobie jakieś masywne drzewo i weszłam na nie. Po chwili zobaczyłam mężczyznę pod drzewem, który nerwowo rozglądał się na wszystkie strony. Z dosyć dużej wysokości mogłam dostrzec jego bardzo delikatne i wyraźne rysy twarzy. Którą z kolei otaczały długie, czarne włosy z jednej strony krótsze. Jego ciało okrywała tylko czarna, skórzana kamizelka. Dzięki czemu mogłam zobaczyć napis, który miał na brzuchu "OUTLAW" i wiele licznych innych tatuaży na rękach. Na nogach miał czarne rurki z kilkoma przecięciami oraz czarne kowbojki. Do spodni miał doczepione łańcuchy i bandamki. Na twarzy miał ostry makijaż. Postanowiłam go zaskoczyć i gdy był przodem do "mojego" drzewa, zeskoczyłam z gałęzi, popychając go i tym samym siadając na nim okrakiem, uniemożliwiając mu jakikolwiek ruch. Mężczyzna popatrzył na mnie ze strachem.
- Kim jesteś i czemu do cholery mnie śledzisz?! - Zaczęłam się wydzierać.
- Spokojnie. Nie chcę ci zrobić krzywdy. - Próbował mnie uspokoić.
- Krzywdę to zaraz ja ci zrobię jeśli nie zaczniesz odpowiadać!
- No dobrze. - Spojrzał na mnie przyjaźnie, więc zeszłam z niego. Wstał. Ja stałam na przeciwko niego czekając na wyjaśnienia. - Po prostu mnie zainteresowałaś.
- Co zrobiła? Zainteresowałam? - Patrzyłam na niego ze zdziwieniem.
- Tak. - Modliłam się w duchu, aby to był przypadek i błagałam o to, żeby nie zobaczył moich zdolności. - Widziałem twoją szybkość i siłę. - Zamarłam. Patrzyłam na niego z przerażeniem w oczach. Jednak spróbowałam się z tego wyplątać.
- No wiesz treningi robią swoje.
- A jak wyjaśnisz świetny słuch, wzrok i węch? - Skąd on to wie?
- Emm... - Zatkało mnie. Nie wiedziałam co powiedzieć. - Skąd to wiesz?
- Bo ja też jestem upadłym. - No tym to mnie zaskoczył, ale w głębi duszy cieszyłam się z tego, że spotkałam kogoś podobnego do mnie. - Mam na imię Ashley. - Wyciągnął do mnie rękę.
- Justine. - Uścisnęłam ją. - Tak jestem upadłą.
- Widzisz mówiłem, że nie zrobię ci krzywdy. - Uśmiechnął się uwodzicielsko.
- No tak. Ale czegoś nie rozumiem.
- Czego?
- Dlaczego po prostu nie podszedłeś i nie powiedziałeś mi tego, zamiast mnie śledzić?
- No wiesz ciężko było do ciebie podejść zważywszy na to, że cały czas albo uciekałaś, albo mnie nie zauważałaś.
- Masz rację. Wybacz.
- Może dasz się odprowadzić do domu. - Zaproponował po chwili. W sumie to czemu nie. Zastanawiałam się chwilę, ale się zgodziłam. Polubiłam go i nabrałam do niego jakiegoś zaufania. Nie wiem jak to określić. Po prostu nie bałam się, że coś mi zrobi, że pozna drogę do mojego domu lub, że wszystkim rozpowie kim jestem. Oczywiście to nie było całkowite zaufanie, ale myślę, że na tym się nie skończy. Cała droga minęła nam na poznawaniu siebie. W końcu dotarliśmy do magazynu. Przeszliśmy wszystkie zabezpieczenia i znaleźliśmy się pod drzwiami domu. Wyjęłam klucze i otworzyła.
- Zapraszam. - Zachęciłam chłopaka do wejścia. Po przekroczeniu progu przeszliśmy do salonu. - Napijesz się czegoś? - Zaproponowałam. - Kawa, herbata, może coś mocniejszego? - Wymieniałam.
- To może coś mocniejszego. - Wybrał uśmiechając się do mnie.
- Okej. Rozgość się. - Odwzajemniłam uśmiech i poszłam do kuchni w celu zrobienia drinków, a po kilku minutach były gotowe. Wróciłam do salonu i podałam jednego chłopakowi, sama pociągnęłam łyk swojego, odstawiając potem na stolik przed kanapą, na której siedzieliśmy. Przez chwilę panowała dosyć krępująca cisza, ale Ash chyba postanowił ją przerwać.
- Masz bardzo ciekawy system zabezpieczeń. - Zaczął się śmiać. - Jak na niego wpadłaś?
- To nie ja go wymyśliłam, tylko moi rodzice. To po nich mam ten dom i to dzięki nim zostałam upadłą. - Po moim policzku spłynęła jedna łza. Szybko ją starłam.
- Hej przepraszam nie chcę, żebyś płakała. - Spoważniał szybko. - Wiem to było chamskie wybacz. - Przybliżył się do mnie i przytulił.
- Spokojnie to nie twoja wina. - Ogarnęłam się trochę. - Masz ochotę na film? - Chciałam zmienić temat.
- Pewnie. - Uśmiechnął się pocieszająco. Podeszłam do półki z płytami i wybrałam pierwszy lepszy horror. Włączyłam i usiadła z powrotem na kanapie. Zwykle nie boję się horrorów, ale ten był straszny. Boże co ja włączyłam? Cały czas przytulałam się do Ash'a. Nie przejmowałam się, że poznałam go kilka godzin temu. Chciałam mieć kogoś przy sobie. Na szczęście film się skończył. Ashley miał wychodzić, ale zdążyłam zaproponować mu nocleg nim się ugryzłam w język. Chłopak przystał na moją propozycję. Poszłam na górę i przygotowałam łóżko w pokoju w którym będzie spać. Znalazłam jakiś dużo za duży na mnie czarny t-shirt i mu go dałam jako piżamę. Powiedzieliśmy sobie dobranoc i poszliśmy do pokoi. Jak dobrze, że jutro mam wolne.
Jej w końcu się zebrałam. Nie wiem dlaczego wcześniej nie dodałam tego rozdziału. Miałam go gotowego na kartkach jeszcze w roku szkolnym, ale tak jakoś nie chciało mi się przepisywać. Wole pisać na klawiaturze niż papierze, więc proszę o wyrozumiałość.
